jedynie złączeni spojrzeniem.
gdy w naszych oczach błękit morza
złączył się z zielenią traw.
gdzie białe fale bijące o
już spróchniałe już belki
starego pomostu, a sztormowy
wiatr z morską bryzą rozwiewał
Twe złote włosy odkrywając
anielska twarz.
stać tak wpatrzony mógłbym
i tysiąc lat, czekając aż morska
sól zamieni nas w żywy pomnik
miłości.
lecz gdy krew wzburzona namiętnością
płynie szybciej niż górski potok w
wiosennej porze, gdy serce me bije
mocniej od dzwonu kościelnego
na rynku w Krakowie.
jak że stać mogę i czekać, pragnę teraz
skraść Cię bogom. by nie odejść sam
a swych uczuć nie zamknąć w dwóch łzach
i jednym słowie- tęsknię.


